logo facebook

 

NASI PARTNERZY

 

psp11 1

 

 yeti3at

 

  camper logo

 

PL Logo PBH

 

Artykuły

IV OPOLSKI FESTIWAL GÓR - RELACJA

 

Stało się. Cztery intensywne dni spotkań, warsztatów, prelekcji. Coś się kończy, coś się zaczyna. Czas odliczać dni do kolejnego festiwalu. Chciałabym w skrócie opisać przebieg każdego dnia, oddać swoją opinię i zachęcić Was do udziału w takich akcjach. Bo wbrew pozorom, to co wydaje się nudne, okazuje się dobrym umilaczem czasu. Zapraszam na relację z IV Opolskiego Festiwalu Gór.

Długo zastanawiałam się czy w ogóle podnieść rękawicę i swoimi słowami opisać ten czas spędzony w sali koncertowej NCPP czy też dać sobie z tym spokój. Tegoroczny festiwal wywarł na mnie ogromne wrażenie. Zaczynając od designu plakatów, ulotek kończąc na Gościach Specjalnych. Dla mnie jest to przyjemność móc pochwalić się tymi wrażeniami.

Najpierw zajmę się bonusami przygotowanymi przez organizatorów. Po pierwsze genialny pomysł zbudowania ścianki wspinaczkowej na deskach amfiteatru i cel zdobycia "Opolskiego Everestu". To utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie będę się nudzić podczas tych dni. Druga sprawa - bandanki festiwalowe. Sam wygląd przyciągał uwagę wielu osób, a później cena dopełniała wszystko. Za dziesięć złotych! można było kupić takie cudeńko.

Zaczynamy!

Dzień 1 - początki zawsze bywają trudne. Nie umiałam się zmobilizować, by pójść na wszystkie spotkania zawarte w programie. Ale odpuścić pierwszego dnia też nie mogłam. Zatem udałam się na Krzysztofa Lisowskiego, który opowiadał o krainie Szerpów. Przyznam, że mi jako laikowi w sprawach wysokogórskich słuchało się przyjemnie i szybko przyswajałam nowe informacje. Zdałam sobie sprawę, że mimo iż jedziesz w teren taki jak Himalaje, nie oznacza to od razu zdobycia najwyższych gór. Można umilić sobie czas poprzez trekking w tym pięknym terenie.

Dzień 2 - Tu już się więcej działo. Kiedy zaczęłam się interesować światem himalajskim i wieloma wspinaczami od razu rzucały mi się w oczy takie nazwiska jak Kukuczka czy Rutkiewicz. Trochę o nich poszperałam w internecie, żeby mieć pojęcie kim były te osoby i jakie osiągnięcia zdobyły. Spotkanie z Ignacym "Walkiem" Nendzą było pięknym a zarazem humorystycznym opowiadaniem o Jurku. Pamiętam, że na jego prezentacji popłakałam się ze śmiechu przez wszystkie anegdotki, żarty, opowiadania o Kukuczce. Wtedy też dowiedziałam się nowych faktów z jego życia. W tym dniu również nadszedł czas na spotkanie z pierwszym gościem specjalnym festiwalu czyli Ryszardem Pawłowskim. Na wstępie poproszono nas o wyjście na deski amfiteatru, gdzie miało się odbyć pierwsze historyczne wejście na Opolski Everest. Pawłowski wraz z dwoma Opolanami pokonywał ściankę skałkową. Oczywiście nie obeszło się bez dopingu. Później czekała nas prelekcja w postaci filmu o życiu Ryszarda Pawłowskiego.

 

 

Dzień 3 - zaczął się od warsztatów poświęconych fizjoterapii w górach. Przeprowadził je Henryk Racheniuk. Zapoznałam się z techniką zastosowania tzw. TAPE (tejp) czyli plastrów, które zakłada się przy kontuzjach. Drugie spotkanie było w formie wykładu prowadzonego przez dr hab. Marcina Czerwińskiego, który obrał temat "Wysiłek fizyczny w górach". Pierwsze minuty prezentacji to były po prostu suche fakty, których pewnie połowa z obecnych na sali nie zapamiętała. Natomiast już przy podawaniu przykładów z życia wziętych, mogliśmy nowo nabytą wiedzę lepiej przyswoić. Następnie Piotr Hercog opowiedział o swojej aktywności związanej z górami, jaką są ultramaratony górskie. Osiągnięcia ma przeogromne, a ja podziwiam go za odwagę, determinację i samozapał. To jest według mnie nadczłowiek! Niespodzianką przygotowaną przez organizatorów było premierowe obejrzenie teledysku Jareckiego "WSPIN". I kończącym wydarzeniem przedostatniego dnia festiwalu było spotkanie z Piotrem Pustelnikiem. To jest człowiek niepozorny. Zawsze go pamiętam z cytatu, który dość często jest przykładem odpowiedzi na pytanie "Dlaczego góry?", "Po co w nie jeździmy?". Dla mnie on jest złotym człowiekiem i bardzo umilił mi wieczór.

Piotr Pustelnik

Dzień 4 - tu już nie odpuściłam niczego. Na początek warsztaty Arkadiusza Tabisza "Autoratownictwo" gdzie przy kilku stanowiskach pokazywał różne techniki ratownictwa. Każdy z chętnych mógł wziąć udział w szkoleniu i spróbować swoich sił. Oczywiście to wszystko odbywało się na świeżym powietrzu, przy lekkich podrygach słońca. Gdy wybiła godzina siedemnasta, a sala została zapełniona, wszyscy czekaliśmy na projekcję filmu "K2. Dotknąć nieba" w reżyserii Elizy Kubarskiej. No ja się zawiodłam. Chyba aktualny "Everest", który niedawno leciał w kinach rozgrzał moje wymagania do tego stopnia, że więcej oczekuję od filmów górskich. Co ratowało ten film? Zdjęcia i niesamowita perspektywa pokazywania gór, wszystkie detale uchwycone w bardzo dobrym momencie. Tematem przewodnim ekranizacji był powrót dzieci pod K2, gdzie zginęli ich rodzice. Myślałam, że będzie to wzruszający film, w porywach do wyciszkacza łez. No zawiodłam się. W ogóle dialogi były ułożone tak, że czułam się jakbym oglądała kolejny odcinek "Trudnych spraw". Zero naturalności! Po filmie poznałam dwóch niesamowitych mężczyzn, którzy opowiadali o swojej wyprawie pod tytułem "Alpine Wall Tour". Czułam ogromny podziw za pracę, jaką ci dwaj panowie wykonali. Ogromny ukłon w stronę Jacka Matuszka i Łukasza Dudka. Osobistość kończąca czwarty dzień i cały festiwal, była chyba najbardziej wyczekiwaną osobą. Denis Urubko. Przesympatyczny człowiek z poczuciem humoru. Sama prezentacja, czyli filmy jakie dla nas przygotował nie zainteresowała mnie, wręcz zanudziła. Ale odpowiedzi na pytania od publiczności uratowały to spotkanie. Świetny człowiek, czekam na jego wyprawy z naszymi himalaistami!


Denis Urubko

I tak minęły mi cztery dni. Dni wysiadywania po 6 godzin na krześle. Ale również dni, które wniosły dużo dobrego w moje życie. Teraz tylko wyczekać odpowiednią ilość czasu i udać się na piątą edycję Opolskiego Festiwalu Gór.

Zapomniałam też dodać, że w międzyczasie były zorganizowane konkursy dla publiczności, gdzie trzeba było odpowiadać na pytanie z dziedziny gór. Chcąc nie chcąc zostałam wytypowana do odpowiedzi na pytanie "Ile razy Ryszard Pawłowski zdobył Everest". A że bacznie i uważnie słuchałam jego prelekcji, to od razu bez wahania odpowiedziałam, że wspiął się pięć razy na dach świata. Nagrodą była w moim przypadku czapka i karabinek.

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca, dziękuję Wam za uwagę! :)

 

Bandanka festiwalowa

 Karolina